Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięsa inne rodzaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięsa inne rodzaje. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 kwietnia 2016
Udziec jagnięcy z czosnkiem wg Aleex
Przez długi czas uważałam, że jagnięcina jest trudna w przygotowaniu. Nie byłam też przekonana do jej nieco specyficznego smaku. A jednak, kiedy trafiłam na udziec jagnięcy w dobrej cenie, postanowiłam przełamać swoje obawy i uprzedzenia. I co? I dobrze, że przygotowałam udziec w swojej kuchni. Bardzo smakował nam wszystkim, wybrednemu Młodemu także. Polecam.
Składniki:
• 1 udziec jagnięcy, 1–2 kg
• 1 cebula
• 3 – 4 ząbki czosnku
• mleko
• sól, pieprz, przyprawy
• smak mięsny
Sposób przygotowania:
1. Udziec opłukać, osuszyć i uformować, wiążąc mocną nicią. Ja kupiłam udziec już uformowany, z gałązką rozmarynu.
2. Udziec włożyć do dużego naczynia i zalać mlekiem. Odstawić w chłodne miejsce na 2-3 godziny, od czasu do czasu przewracając.
3. Mięso naszpikować czosnkiem pokrojonym w słupki. Natrzeć solą, pieprzem i ulubionymi przyprawami, obłożyć ćwiartkami cebuli. Wstawić do lodówki przynajmniej na 3 godziny lub na całą noc.
4. Udziec włożyć do rękawa foliowego, dodać pokrojoną w ćwiartki cebulę i wlać ok. 1,5 szklanki smaku mięsnego (patrz: Porady Aleex).
5. Piec w piekarniku nagrzanym do 190 stopni C przez 1,5 – 2 godziny, w zależności od wagi mięsa.
6. 5 minut przed końcem pieczenia rozciąć ekran, aby mięso się przypiekło.
7. Wyjąć mięso z piekarnika i przed pokrojeniem, dać mu odpocząć 5 minut.
8. Podawać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Pieczeń z dzika w marynacie wg Aleex
Uff… ale się działo. Za nami klasyfikacja, podsumowanie semestru i studniówka „z wielkim hukiem”, jak śpiewały kiedyś Czerwone Gitary. Końcówka stycznia była intensywna, jak to zazwyczaj bywa przed feriami. Od dzisiaj młodzież ma wolne, nauczyciele pojawiają się w szkole od czasu do czasu, ja jestem w pracy w tym tygodniu codziennie, choć w różnych godzinach, bo wykorzystuję ferie na załatwienie różnych spraw.
W domu też spokój, bo Młody wyjechał do siostry na ferie. I dobrze, niech trochę odpocznie, bo czekają go intensywne trzy miesiące przygotowań do matury. Popołudniami mam święty spokój, który po raz pierwszy od dawna wykorzystuję dla siebie: na odpoczynek, na przyjemności, na czytanie, na oglądanie. Trochę eksperymentuję w kuchni, trochę piekę, trochę gotuję, trochę kombinuję. Zobaczymy, co z tego będzie.
A w kuchni blogowej? Jak zwykle przygotowałam dla Was coś pysznego. Zapraszam na pieczeń z dzika, którą robiłam niedawno. W ten sposób można przyrządzić każdy rodzaj dziczyzny, ale także wołowinę. Mięso smakuje znakomicie: jest mięciutkie, aromatyczne, po prostu rozpływa się w ustach. Tak zrobiona dziczyzny smakuje mi najbardziej. Świetnie sprawdzi się na stole bez względu na okazję. I wiecie co? Nawet jeśli nie jesteście przekonani do dziczyzny, naprawdę warto jej spróbować, szczególnie w tej wersji. Gorąco polecam.
Składniki:
• Udziec z dzika, sarnina lub wołowina (ok 2 kg)
Marynata:
• 1,5 szklanki oleju
• 4 łyżki musztardy delikatesowej
• 2 ziarna ziela angielskiego
• 2 ziarna jałowca
• 1 łyżeczka ziół prowansalskich
• 1,5 łyżeczki przyprawy uniwersalnej lub soli
• 1 łyżka słodkiej papryki
• 1 łyżka przyprawy do mięs Delikat Knorr’a
• 4 ząbki czosnku
Sposób przygotowania:
1. Przygotować mięso: jeśli mamy świeżą dziczyznę, warto ją zamrozić, aby skruszała. Zamrożone mięso rozmrozić i umyć, osuszyć ręcznikiem papierowym.
2. Przygotować marynatę: ziela angielskie, kulki jałowca rozgnieść w moździerzu. Ząbki czosnku przecisnąć przez praskę.
3. Do oleju dodać sypkie przyprawy i te roztarte w moździerzu oraz czosnek. Dokładnie wymieszać.
4. Mięso dokładnie natrzeć marynatą i zostawić pod przykryciem w chłodnym miejscu na 12 godzin.
5. Mięso przełożyć do brytfanny, podlać bulionem lub wodą (około 1,5 szklanki). Przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 – 200 stopni w opcji dół + termoobieg.
6. Piec około 2,5 godziny, co kilkanaście minut polewając mięso wytworzonym płynem.
7. Wyłączyć piekarnik i na kilkanaście minut pozostawić pieczeń, aby mieso „odpoczęło”.
8. Kroić w plastry, podawać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego.
wtorek, 1 grudnia 2015
Pieczeń z dzika wg Aleex
Za mną naprawdę intensywne dni: próbne matury w szkole, święto patrona i sobotnio-niedzielny kurs kwalifikacyjny w Warszawie. Odzwyczaiłam się od zajętych weekendów, więc w poniedziałek trochę odczuwałam brak dwóch wolnych dni. Ale ponieważ nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem, przeszłam nad tym do porządku dziennego.
Kartki z kalendarza spadają nieubłaganie i oto mamy grudzień. Lubię koniec roku, bo grudniowe dni niosą ze sobą jakąś magiczną atmosferę. Może to klimat nadchodzących świąt, a może zbliżający się schyłek roku? Nie wiem, jednak ta wyjątkowa aura pomaga przetrwać szybko nadchodzący mrok, deszczową pogodę i wahania ciśnienia. A skoro zaczął się świąteczny miesiąc, rozpoczynam go od niecodziennej potrawy. Zapraszam na pieczony udziec dzika.
Kiedy pierwszy raz zostałam obdarowana dziczyzną, wpadłam w lekki popłoch. Nie miałam żadnego doświadczenia z takim rodzajem mięsa, nie jadłam go nigdy dotąd i nie wiedziałam, jakiego efektu powinnam oczekiwać. Po długich poszukiwaniach znalazłam przepis na marynatę, który postanowiłam wypróbować. Zamarynowałam mięso, przyprawiłam, upiekłam. I co? Hmmm…. Smak dziczyzny jest oryginalny, ale nam udziec bardzo smakował. Polecam.
Składniki:
• udziec z dzika ok. 1 kg
• tłuszcz: olej lub smalec
• cebula
• przyprawy do mięsa: sól, pieprz, czosnek, papryka
Marynata:
• 0,25 litra czerwonego wytrawnego wina
• 0,10 litra octu winnego
• 3 ząbki czosnku (utarty z solą) lub 1 łyżeczka czosnku granulowanego
• 1 łyżeczka cukru
• 1 szt. goździk
• 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
• 1/2 łyżeczki ziaren jałowca (rozgniecionych)
• 1/2 łyżeczki kolendry
• 1/2 łyżeczki rozmarynu
• 1/2 łyżeczki tymianku
• 1 łyżka majeranku
• 2 szt. liści laurowych
• 4 ziarna ziela angielskiego
• 1 łyżeczka czarnego pieprzu (grubo mielony lub roztarty w moździerzu)
• 1/4 litra wody
Sposób przygotowania:
1. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Zagotować, od razu odstawić i ochłodzić. Ja dwukrotnie zwiększyłam ilość składników marynaty, bo mój udziec był większy.
2. Udziec z dzika umyć, usunąć widoczne ścięgna lub żyłki z wierzchu mięsa, osuszyć i wygnieść ręką (pouciskać mięso tak, jakbyśmy ugniatali ciasto).
3. Mięso umieścić w garnku, najlepiej kamiennym, i zalać marynatą.
4. Odstawić w chłodne miejsce na 2-3 dni. Przynajmniej 2 razy dziennie mięso odwracać.
5. Po 3 dniach wyjąć mięso z marynaty, oprószyć przyprawami. Ja użyłam pieprzu, soli, czosnku i papryki.
6. Do brytfanny lub rękawa foliowego włożyć tłuszcz: może być olej lub smalec oraz smak mięsny.
7. Włożyć do środka udziec. Obłożyć plastrami cebuli.
8. Piec, w zależności od wielkości udźca, ok 2-3 godzin, do absolutnej miękkości mięsa.
9. Podawać na gorąco lub zimno.
Smacznego.
sobota, 13 września 2014
Królik duszony wg Aleex
Tydzień za mną. I tyle. Nie będę pisała o pracy, wystarczy, że w niej byłam, wpadłam po uszy, a potem zanurzyłam się aż po czubek głowy. Przyznaję, tęskniłam za chwilą wolnego w weekend. Myślałam, że nic z tego nie będzie, bo miałam być służbowo w stolicy, ale uroczystość przełożono, a ja zyskałam wolny dzień. To nic, że od rana, z powodu awarii, nie było wody. Trudno. Nawet jej brak nie wywołał u mnie złości. Korzystając z ostatnich słonecznych chwil, pojechaliśmy na działkę, aby posiedzieć na świeżym powietrzu. Odcięłam się od świata. Otuliłam się ciepłą ciszą, szelestem liści i zapachem dojrzewających jabłek. Ponieważ na co dzień jestem w stałym galopie, coraz bardziej doceniam chwile, w czasie których świat zastyga w bezruchu, a ja cieszę się tym, co jest wokół mnie: oglądam rozświetlone słońcem liście, już lekko pożółkłe w oczekiwaniu jesieni, zachwycam się smakiem jabłek, soczystych i strzelających pod zębami, zerwanych prosto z drzewa, cieszę się, czując na skórze lekkie muśnięcia ciepłych promieni, może ostatnich przed nadchodzącym ochłodzeniem. Cudownie jest być choć przez kilka godzin całkowicie swobodną.
W czasie tych kilku pięknych godzin wymyślałam, co jutro zrobię na obiad. Musiało to być coś pysznego, bo Dario ma urodziny. Wybrałam królika, którego robiłam już jakiś czas temu i bardzo nam smakował. Od wielu, wielu lat nie kupowałam tego rodzaju mięsa. Dopiero niedawno się odważyłam i okazało się, że była to naprawdę dobra decyzja. A królik duszony jest wyśmienity. Polecam.
Składniki:
• tusza królika
• sos sojowy (1- 2 łyżki)
• olej
• pieprz , papryka słodka, czosnek granulowany, sól
• 4 ząbki czosnku
• czerwony Delikat do mięs Knorr’a
• 1 mała cebula
Sposób przygotowania:
1. Mięso z królika umyć, pokroić na porcje, przełożyć do miski.
2. Dodać kilka łyżek oleju, posypać przyprawami, dodać sos sojowy i czosnek pokrojony w plasterki.
3. Wymieszać, nasmarować dokładnie mięso przyprawami i odstawić na całą noc lub przynajmniej na kilka godzin.
4. W garnku z grubym dnem rozgrzać olej. Obsmażyć mięso na rumiano.
5. Obsmażone z każdej strony porcje królika przełożyć do rondla.
6. Do oleju z przyprawami w garnku dolać kilka łyżek wody i płyn pozostały z marynaty. Zagotować.
7. Ułożone w rondlu kawałki królika zalać wodą z przyprawami. Dodać pokrojoną na ćwiartki cebulę.
8. Rondel przykryć i dusić mięso do miękkości, odchylając pokrywkę, aby odparował płyn. W połowie duszenia przełożyć porcje królika na drugą stronę.
9. Podawać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego.
piątek, 1 sierpnia 2014
Grillowane kotleciki jagnięce wg Aleex
Siedemdziesiąt lat temu rozpoczęło się powstanie warszawskie. Pisałam o tym wydarzeniu już kilka razy, ale każdego roku przeszłość powraca i nie daje o sobie zapomnieć. W związku z okrągłą rocznicą tamtych tragicznych wydarzeń o powstaniu media mówią na okrągło. Oglądam relacje z oficjalnych uroczystości przełykając łzy. Dziś w przemówieniu pani Ewy Kopacz padły słowa, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie: „Istnieje taka wartość, za którą płaci się własnym życiem. Tą wartością jest ojczyzna”.
Zawsze wzruszają mnie ludzie, którzy swoim życiem dali przykład, czym jest patriotyzm. Nieustannie zachwyca mnie ich bohaterstwo, poświęcenia, całkowite oddanie swego życia SPRAWIE. I zawsze pojawia się pytanie – czy ja bym tak potrafiła? Czy umiałabym każdego dnia ryzykować życie swoje i bliskich, by wypełnić obowiązek wobec kraju i ludzi? Sądzę, że tak, bo należę do wymierającego pokolenia idealistów, zupełnie nieprzystających do współczesnego komercyjnego świata. Ale… „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Mówię to wam ze swego nieznanego serca” – napisała Wisława Szymborska. A więc tak naprawdę nie wiem, czy bym tak potrafiła. Dlatego dziś pozostaje mi tylko podziw i wzruszenie. Chylę głowę przed wszystkimi, którzy okazali swą wielkość w tych 63 dniach chwały.
A ponieważ w takie dni jak dziś nic nie jest w stanie oderwać mnie od wiadomość i telewizora, przygotowałam na obiad pyszne, choć niezwykle proste danie - grillowane kotleciki jagnięce z dodatkiem czosnku i rozmarynu. Wystarczy zanurzyć je w marynacie, aby przez delikatne mięso przeniknęły przyprawy, a potem opiec je na ruszcie. Smakują idealnie i są świetną alternatywą dla wieprzowiny lub drobiu, przynajmniej od czasu do czasu. Polecam.
Składniki:
• 4 kotleciki jagnięce z kostką
• olej
• 2 duże ząbki czosnku
• rozmaryn
• słodka papryka
• 4 kromki chleba
Sposób przygotowania:
1. Kotleciki opłukać pod bieżącą wodą. Włożyć do miseczki.
2. Wlać olej, wsypać paprykę.
3. Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek.
4. Wsypać rozmaryn. Doprawić solą.
5. Wymieszać, aby składniki marynaty dokładnie oblepiły mięso. Ja włożyłam rękę do woreczka, bo czosnek był bardzo intensywny. Odstawić na 30 minut do lodówki.
6. Nieco oleju z marynaty wlać na patelnię grillową. Rozgrzać.
7. Układać na rozgrzanym grillu kotleciki, piec po kilka minut z obu stron na rumiano.
8. Na patelni lub ruszcie upiec grzanki: chleb umoczony w oleju i przyprawach (opcjonalnie).
9. Podawać kotleciki od razu po przygotowaniu z ulubioną sałatką i dodatkami. Ja podałam z grzankami.
Smacznego.
piątek, 22 marca 2013
Cielęce kotleciki wg Aleex
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem jakaś „niedzisiejsza”. Wychowano mnie w poszanowaniu drugiego człowieka. Kształtowałam swoją osobowość w przekonaniu, że ludzie z natury są dobrzy. Nie jestem zawistna, małostkowa ani podła. Niestety, coraz częściej przekonuję się o tym, że ludzie są … różni. Nigdy tego nie zrozumiem i nie zaakceptuję. Nie zmuszę się także do polubienia tych, którzy na moją sympatię i szacunek po prostu nie zasługują. Szkoda, że tacy ludzie w ogóle są. I szkoda też, że muszę się z nimi w różnych sytuacjach kontaktować. W takich chwilach cieszę się, że mam swój świat, swoje życie, do którego nie mają i nigdy nie będą mieli dostępu. Nawet jeśli wydaje im się, że jest inaczej.
Gdy jest mi źle, uciekam w swoją rzeczywistość, odcinam się, próbuję odreagować. I czasami mi się udaje. Czasami. Dobrze, że wtedy, gdy trzeba nieco uspokoić moje rozdygotane nerwy, wkracza do akcji Dario, który ze stoickim spokojem, rozsądnie odgradza mnie od reszty świata. On doskonale wie, że w pewnych sytuacjach jest niezbędny, abym mogła się wyciszyć i nabrać dystansu. I świetnie sprawdza się w tej roli. Tak naprawdę niewiele mi potrzeba. Wystarczy jego obecność, specyficzne spojrzenie, ironiczna mina, charakterystyczne przechylenie głowy. I już wiem, że wszystko jest na swoim miejscu. W swoim domu, wokół najbliższych jestem jak Anteusz – grecki tytan, który zawsze odzyskiwał siły po dotknięciu Matki Ziemi. A gdy już złapię oddech, znów jestem gotowa, aby stawić czoła całemu światu w kolejnych zmaganiach.
W powrotach do normalności pomaga mi też moja kuchnia. Tu panuje określony przeze mnie ład. Wszystko jest na swoim miejscu. Lekkim ruchem otwieram szufladę i wiem, czego mogę oczekiwać. Uchylam szafkę i wyciągam rękę, sięgając po przyprawy, które zawsze są na swoim miejscu. Rozbijam mięso, by przygotować dla moich chłopaków cielęce kotleciki. W kuchni unosi się wspaniały zapach, który otula mnie całą. Na talerzach pojawia się danie, na które chłopcy czekają z niecierpliwością. Bo jest pyszne. Bo przygotowałam je specjalnie dla nich. Bo skoro jest na stole, to znaczy, że wszystko jest w porządku.
Składniki:
• 5 kotletów schabowych cielęcych
• 3 jajka
• 1 szklanka mleka
• bułka tarta
• sól
• olej
• masło
Sposób przygotowania:
1. Kawałek schabu cielęcego podzielić na dość grube kotlety.
2. Każdy z nich opłukać pod zimną wodą, osuszyć ręcznikiem papierowym i położyć między dwoma kawałkami folii.
3. Każdy kawałek mięsa delikatnie rozbić z obu stron, uważając na kości.
4. Rozbite kotlety przełożyć do miseczki.
5. Kotlety cielęce zalać mlekiem. Odstawić do lodówki na kilka godzin.
6. Jajka rozkłócić w talerzu, dodać sól (można ją zastąpić przyprawą).
7. Do rozkłóconych jajek dodać 1-2 łyżki mleka. Rozmieszać.
8. Każdy kotlet zanurzyć dokładnie w jajku z mlekiem.
9. Następnie obtoczyć w tartej bułce.
10. Panierowane kotlety odłożyć na talerz.
11. Na patelni rozgrzać oliwę z 1 łyżką masła. Ogień nie może być zbyt mocny, bo masło się spali.
12. Na rozgrzany tłuszcz kłaść kotlety. Zrumienić je z obu stron. Nie przetrzymywać ich za długo na patelni.
13. Przygotować naczynie żaroodporne, posmarować je masłem. Do naczynia odkładać usmażone kotlety cielęce.
14. Naczynie z mięsem (bez przykrycia) wstawić do piekarnika nagrzanego do 100 stopni C (dół +termoobieg) na 12-15 minut.
15. Kotlety podawać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego.
Przepis dodaję do akcji:
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)
.jpg)
.jpg)