.

.

wtorek, 16 lipca 2019

Likier Cassis (CRÈME DE CASSIS) wg Aleex


Czy znacie Crème de cassis – likier z czarnych porzeczek produkowany w Burgundii? Jeśli nie, koniecznie go wypróbujcie. To element tradycji francuskiej, ale we Francji nie pije się go w stanie czystym, jest podstawą wielu koktajli, należących do grupy aperitifów, z których część jest nazywanych kir. Nazwa pochodzi od nazwiska Felixa Kira, który był merem Dijon w latach 1945-68. W latach powojennych producenci likierów walczyli o przetrwanie ich produktu. Felix Kir, jako mer, każdego gościa częstował koktajlem z białego wina i likieru z czarnych porzeczek. Ten prosty zabieg marketingowy pozwolił przetrwać lokalnym producentom. Do dziś Crème de cassis jest bardzo znanym i lubianym trunkiem, dlatego warto go zrobić. Ja przygotowałam go już rok temu, korzystając z przepisu z kwestii smaku. Sam proces robienia likieru jest prościutki, najdłuższe jest oczekiwania, ale… NAPRAWDĘ warto poczekać. Jest pyszny.No I trudno opisać jego wyjątkowy smak w jesienne i zimowe wieczory.

Składniki:

• 600 g cukru
• 1 l spirytusu
• 1 kg czarnych porzeczek
• obrana w spiralkę skórka z cytryny

Sposób przygotowania:

1. Porzeczki opłukać pod bieżącą wodą, oczyścić z szypułek, osuszyć na ręczniku. Przełożyć do wyparzonego i suchego słoja, który powinien być na tyle duży, aby wewnątrz zostało jeszcze trochę miejsca.


2. Do garnka wsypać cukier, wlać 1 szklankę wody i zagotować. Mieszać, aż cukier się rozpuści.



3. Syrop gotować na małym ogniu ok. 2 minut, a następnie ostudzić.



4. Zimny syrop wymieszać z alkoholem.


5. Powstałą mieszaninę wlać do słoja z owocami.


6. Dodać skórkę z cytryny, wymieszać, zamknąć szczelnie słój i odstawić na około 45 dni.



7. Przez pierwsze 2 tygodnie, co kilka dni, potrząsać słojem, mieszając jego zawartość.
8. Po upływie 45 dni przelać likier przez filtr do kawy lub przez sitko wyłożone gazą, wycisnąć sok z owoców.



9. Powstały likier wlać do butelki i szczelnie zamknąć. Odstawić w dowolne miejsce na około 30 dni.
10. Po tym czasie można się nim delektować.



Smacznego.

czwartek, 11 lipca 2019

Kotlety pożarskie wg Aleex


Co zrobić na obiad? Nie macie czasami dość tego pytania? Dobrze, jeśli pada na nie konkretna odpowiedź, ale ostatnio moi chłopcy są jacyś niezdecydowani. Nie wiedzą, zastanowią się, a najlepiej to zrób, co chcesz. Znacie to? No właśnie. Weź i zrób. I na dodatek traf w ich gust. Do tego jeden nie musi jeść nic, bo mu się nie chce, drugi coś by zjadł, ale drobiowego. Jak usłyszałam te rozterki chłopaków, odkurzyłam bardzo stary przepis, zapisany w starym zeszycie na kotlety pożarskie.
Kotlety pożarskie, pierwotnie były nazywane kotletem Pożarskiego lub kotletem à la Pożarski. To panierowany kotlet mielony z mięsa kurzego lub mieszanego kurzego i cielęcego. Pierwotnie był przyrządzany z rozbitej piersi kurzej, uformowanej na kształt udka kurczęcia, z włożoną w środek kostką. W polskich przepisach z II połowy XIX wieku kotlety pożarskie przygotowywano, nadziewając kurzą pierś farszem z cielęciny lub wątróbki. Potrawa pochodzi z kuchni rosyjskiej i powstała na początku XIX wieku. Według legendy miała być przyrządzana przez karczmarza o nazwisku Pożarski, u którego miał się zatrzymać car Mikołaj I. Danie zasmakowało władcy, który kazał je włączyć do dworskiego menu. Z kolei o znajdującej się w Torżoku restauracji Pożarskiego i podawanych tam kotletach wspominał Aleksander Puszkin. Inne źródła podają, że nazwa kotleta może się też wywodzić od nazwiska rosyjskiego bojara Dimitrija Pożarskiego. W warszawskich restauracjach kotlety pożarskie były podawane co najmniej od połowy XIX wieku, a według Lucyny Ćwierczakiewiczowej były robione z „resztek oskrobanych z drobiu, pomieszanych z cielęciną".
W wieku XX kotlety pożarskie straciły swoją renomę. W czasach komunizmu podawano je nawet w podrzędnych restauracjach. Rzadko przygotowywano je też w domach. Powodem były składniki – gdy przygotowywano je z niewielkiej ilości mięsa i dużej ilości bułki, smakowały niespecjalnie. Na szczęście powoli wracają one do łask.I słusznie, bo ze wszech miar zasługują na poznanie i uznanie. Warunkiem ich znakomitego smaku są dobrej jakości składniki, zastosowane w odpowiednich proporcjach. Koniecznie je wypróbujcie, jestem pewna, że wejdą na stałe do waszego menu. Spełniły nawet wygórowane oczekiwania moich wybrednych chłopaków. Polecam.


Składniki:

• ½ kg filetów z piersi kurczaka
• ½ pęczka pietruszki (sama natka bez gałązek)
• 1 żółtko
• mała bułeczka namoczona w mleku
• 1 jajko
• bułka tarta
• sól, pieprz
• olej do smażenia

Sposób przygotowania:

1. Filety drobiowe pokroić na małe kawałki.
2. Do misy blendera/ malaksera/ termomixu włożyć kawałki mięsa.
3. Do mięsa dodać natkę pietruszki, żółtko.


4. Składniki zmiksować na gładką masę. Doprawić solą i pieprzem.


5. Do masy dodać odciśniętą bułeczkę. Jeśli jej nie mamy, wystarczy dosypać trochę bułki tartej (ok. 2 łyżek).


6. Na talerz wysypać bułkę tartą, w miseczce rozkłócić jajko.


7. Lekko zwilżyć ręce zimną wodą. Z masy mięsnej formować kotlety.
8. Każdy obtaczać w jajku i w bułce.


9. Smażyć na rozgrzanym na patelni oleju.



10. Podawać z ulubionymi dodatkami.



Smacznego.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Kolorowy sernik na zimno wg Aleex


Kocham wakacje. To nic, że codziennie chodzę do pracy i nie mam urlopu, ale i tak się bardzo cieszę. Dlaczego? Jakoś inaczej się oddycha, inaczej się funkcjonuje – mniej śpię, więcej mi się chce, mam energię, a jeśli odpoczywam, wykorzystuję wolne chwile maksymalnie. Mam też czas na książkę lub film. I sięgam po te pozycje, na które mam ochotę, a nie po te, które muszę przeczytać lub sobie przypomnieć. Ostatnio trafiłam na świetną książkę Margaret Atwood „Opowieść podręcznej”. Szukałam jej, bo obejrzałam wcześniej serial pod tym samym tytułem, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Znacie? Jeśli nie – obejrzyjcie go lub przeczytajcie książkę. Wyobraźcie sobie nasz współczesny świat, w którym w jednym z mocarstw do głosu dochodzi partia reprezentująca ortodoksyjne wartości: religię, patriarchat, hierarchię, tradycję typowość. Przedstawicielom władzy nie podoba się swoboda obyczajowa, równość płci, tolerancja i wolność. Powoli wprowadzają w życie swój obłędny plan. Najpierw kobiety mają zablokowane konta, a dostęp do swoich pieniędzy mogą uzyskać za zgodą męskiego członka rodziny (męża, ojca, brata), potem tracą pracę, a ostatecznie dochodzi do przewrotu w kraju i wszystko się diametralnie zmienia. Nastaje czas Republiki Gilead. W Republice Gilead są rządzący – Komendanci i ich Żony, są służące Marty, są Ciotki i są Podręczne. Podręczne to zniewolone, stłamszone, często torturami, kobiety, które zachowały płodność i mogą urodzić dzieci. Są one więc „wyróżnione”: czerwoną suknią i „skrzydłami” zasłaniającymi twarz. Trafiają do domów Komendantów, otrzymują nowe imiona i przynajmniej raz w miesiącu, w imię Boga, są gwałcone przez swoich panów, za przyzwoleniem ich Żon, aby urodzić „swojej rodzinie” dziecko. Kobiety nie mają prawa czytać, dlatego każdy napis w sklepie jest zastąpiony obrazkiem. Te, które sięgną po słowo pisane, tracą palce, dłonie lub… życie i to bez względu na miejsce w społecznej hierarchii. Każdy sprzeciw, nieposłuszeństwo, odstępstwo są karane – najczęściej publicznymi egzekucjami. Czy to znaczy, że wszyscy bezwzględnie przestrzegają radykalnego prawa? O nieee… Są przecież Ci uprzywilejowani, mężczyźni sprawujący władzę, którzy mogą wszystko: sięgać po alkohol, mordować, korzystać z usług prostytutek w konspiracyjnych nocnych klubach dla elit. A inni? Nie mają prawa głosu. I może można by było zmusić się do egzystencji w tak strasznym miejscu, gdyby nie pamięć o przeszłości i normalnym życiu, w którym miało się dom, kochającego męża, pracę, własne pieniądze i córeczkę. A skoro się pamięta, to jak się tego wyrzec? Sięgnęłam po książkę, bo chciałam ją porównać z serialem. I wiecie co? Książka okazała się świetna. Szokująca. A najbardziej zdumiało mnie to, że została napisana w 1985 roku, a więc ponad 30 lat temu. Fantastyczna wizja autorki nie straciła nic na swej aktualności. I to mnie przeraziło najbardziej.
Myśląc nieustająco o okropnym świecie Republiki Gilead, poszłam do kuchni, aby przygotować sernik na zimno. I zrobiłam: pyszny, lekki, kolorowy. Doskonały na letnie dni. Polecam gorąco: książkę, serial i sernik oczywiście.

Składniki:

• 1 kg mielonego twarogu waniliowego President
• 2 waniliowe serki homogenizowane
• 1 galaretka cytrynowa
• cukier puder do smaku
• kilkanaście podłużnych biszkoptów
• 2 galaretki agrestowe
• 1 nektarynka
• kilka wiśni bez pestek

Sposób przygotowania:

1. Biszkopty ułożyć na dnie tortownicy o średnicy 24 cm. Jeśli są twarde, można lekko nasączyć herbatą.



2. Galaretkę cytrynową rozpuścić w 1 szklance wrzątku. Ostudzić i odstawić.
3. Do dużej misy przełożyć twaróg waniliowy i serki homogenizowane. Zmiksować.




4. Dodać ostudzoną galaretkę cytrynową i cukier puder do smaku.


5. Masę serową ostrożnie przelać na biszkopty.



6. Tortownicę wstawić do lodówki, do zastygnięcia.
7. Galaretki agrestowe rozpuścić w 3 szklankach wrzątku. Ostudzić.


8. Na zastygniętej masie serowej ułożyć owoce.


9. Na wierzch sernika wylać delikatnie galaretkę agrestową.


10. Sernik wstawić do lodówki na kilka godzin.
11. Podawać z kawą lub orzeźwiającą lemoniadą.


Smacznego.