.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski i przystawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski i przystawki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2022

Hummus pomidorowo - paprykowy wg Aleex

Listopad powitał nas mgłami. Początek miesiąca był trudny, bo musiałam się zmierzyć z listopadowym świętem zaledwie po 3 miesiącach od odejścia mamy. Nie było łatwo. Spotkania przy grobach bliskich zawsze są obarczone ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Tego dnia znalazłam jeszcze czas na ugoszczenie bliskich w swoim domu i samotny, wieczorny spacer po urokliwym cmentarzu rozświetlonym płomieniami zniczy. 
Kolejne dni miałam wolne od pracy. Skupiłam się na sobie i domu. Popracowałam przy komputerze, obejrzałam kilka bzdur na Netflixie i przygotowałam kilka smakołyków w kuchni. Korzystałam z mojego Thermomixa i przepisów z platformy cookidoo. Oczywiście każde z dań dostosowałam do naszych smaków. 
Jedną z ostatnio ulubionych przez nas przekąsek jest hummus pomidorowo - paprykowy. Żeby go przygotować, nie musicie mieć Thermomixa. Wystarczy kubek miksujący lub malakser. Może być też inne urządzenie, które miksuje na gładko składniki. Jeśli lubicie takie smaki, polecam. Hummus jest pyszny. 

Składniki: 

• 3 ząbki czosnku 
• 440 g białej ciecierzycy, z puszki lub słoika, odsączonej (zalewę zachować) 
• 30 g niegazowanej wody mineralnej 
• 50 g pasty tahini 
• 20 g soku z limonki, świeżo wyciśniętego 
• 1 płaska łyżeczka soli 
• ½ łyżeczki pieprzu czarnego, mielonego 
• 2-3 łyżeczki słodkiej papryki w proszku 
• 100 g suszonych pomidorów, w oleju 

Sposób przygotowania: 

1. Ząbki czosnku przecisnąć przez praskę lub rozdrobnić w kubku miksującym. 
2. Do kubka dodać ciecierzycę, zachowaną zalewę z ciecierzycy, wodę, pastę tahini, sok z limonki, sól, pieprz i paprykę. Zmiksować na gładką masę.
3. Suszone pomidory pokroić na kawałki, dodać do masy, zmiksować na gładko.
4. Hummus z podawać z pieczywem lub z warzywami pokrojonymi w słupki. Świetnie smakuje ze świeżymi bułeczkami cebulowymi z oregano.
Smacznego.

wtorek, 22 marca 2022

Pasta z ciecierzycy wg Aleex

Wojna w Ukrainie trwa. Rosja zapisuje krwią niewinnych karty historii. Swojej wersji historii, w którą nie wierzy cywilizowany świat. Ukraińcy bronią swojej ojczyzny i walczą o wolność dla siebie i dla nas. A my pomagamy im i wciąż nie możemy pojąć, jak Rosja mogła dopuścić się takiego barbarzyństwa. Oglądałam w niedzielę niesamowity koncert podkreślający solidarność Polski z Ukrainą, emitowany do 50 krajów świata. Było to dla mnie niebywale wzruszające artystyczne przeżycie, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że wprawdzie zło istnieje, ale “ludzi dobrej woli jest więcej”. Ogromne wrażenie wywarły na mnie występy młodziutkich ukraińskich artystów, którzy pojawili się na scenie obok dojrzałych, doświadczonych gwiazd. Przepięknie “Ave Maria” zaśpiewał Artem Fesko, czternastolatek, który wygrał ukraińską wersję “Mam talent”. Znakomicie wybrzmiały słowa, które zaśpiewały Kayah i Dana Rynicka “ramię w ramię popłyniemy razem (…) bo żadna dama nie będzie walczyć sama, gdy sióstr tyle ma…” przy akompaniamencie Marcina Wyrostka. Nie zapomnę wykonania “Tolerancji”, ale przede wszystkim występu Andrzeja Seweryna, który wyrecytował przejmujący wiersz Tarasa Sewczenko "Testament". Wiersz powstał 25 grudnia 1845 r. i został napisany w czasie pobytu poety w Perejesławiu, gdy ciężko zachorował i był przekonany o rychłej śmierci. Poetycki krzyk nagrodzono owacjami na stojąco. Swój występ aktor zakończył słynnym już wezwaniem skierowanym do Kremla: "Idi na ch*j"! Całość wydarzenia została przejmująco podsumowana fragmentami występów ukraińskich piosenkarzy, którzy śpiewali swój hymn. Nagrali oni swoje występy w zbombardowanych ukraińskich miastach, w schronach, ubrani w mundury i kamizelki kuloodporne. Nie mogli być w Polsce, ponieważ trwali na posterunku, broniąc swojej ojczyzny. Niesamowite. 
Po artystycznej uczcie nadszedł czas na kulinarną przekąskę. Przygotowałam ją jeszcze przed koncertem, ale w trakcie jego trwania nie przełknęłam ani jednego kęsa. Z przepisu Gwiazdeczki zrobiłam pastę z ciecierzycy, która, na szczęście, świetnie smakuje także kolejnego dnia. Pasty są świetną przekąską na imprezy, ale ja najbardziej lubię je podawać podczas niezobowiązujących popołudniowo – wieczornych pogaduszek. Pasty nie wymagają wiele pracy, więc kiedy wpadnie przyjaciółka, wystarczy kilka minut w kuchni, by je przygotować. A potem możemy już godzinami siedzieć na kanapie i gadać, sięgając od czasu do czasu po łyk ulubionego wina i przekąskę - krakersa lub świeży chlebek z aromatyczną pasta. Spróbujcie. 

Składniki: 
• 1 słoik lub puszka ciecierzycy w zalewie 
• 1 słoik suszonych pomidorów 
• przecier pomidorowy 
• przyprawa uniwersalna, papryka słodka, papryka ostra 

Sposób przygotowania: 

1. Ciecierzycę odcedzić, przepłukać pod bieżącą wodą.
2. Ciecierzycę włożyć do blendera lub Thermomixa.
3. Dodać pomidory, może to być cały słoiczek, ale to zależy od naszych preferencji. Więcej pomidorów, to intensywniejszy smak.
4. Dodać przecier pomidorowy – ilość wpłynie na intensywność smaku i zależy od tego, co lubimy.
5. Dodać przyprawy do smaku i 1-2 łyżki oliwy z zalewy po pomidorach suszonych.
6. Zmiksować na jednolitą masę. Jeśli chcecie, by kawałeczki ciecierzycy były wyczuwalne, kontrolujcie długość miksowania.
7. Przełożyć pastę do miseczki. Podawać z krakersami, świeżym pieczywem lub innymi dodatkami.
Smacznego

wtorek, 4 stycznia 2022

Noworoczne rillettes wg Aleex

Zaczynam nowy rok na blogu. Kolejny. I na dodatek z lekkim falstartem. Wpis miał być już wcześniej, ale jakoś się zagapiłam. Zanurzyłam się bardzo głęboko w swoim realnym świecie i od kilku tygodni nie mogę się z niego wydostać na powierzchnię. Wir pracy i zdarzeń skutecznie ciągnie mnie ku nowym zadaniom i wyzwaniom. 
Ten rok będzie trudny pod każdym względem. Będzie wymagał ode mnie niezłej kondycji (a jej aktualnie nie mam), dużego wysiłku i ogromu zaangażowania (jestem na to gotowa). Będzie bardzo wyczerpujący emocjonalnie i psychicznie, bo czekają mnie trudne decyzje zawodowe. Mam tego pełną świadomość. Trochę się tego obawiam, bo byłabym niezrównoważona, gdybym to zlekceważyła. Na szczęście jest przy mnie Dario, który również zdaje sobie sprawę z ogromu wyzwań. Przynajmniej nie łudziliśmy się składając sobie życzenia w noc sylwestrową i nie udawaliśmy, że będzie łatwiej, lepiej i bez nerwów. Ważne, by było spokojnie. Jak będzie spokój i konkretne decyzje, to reszta się ułoży. I tego się trzymam. A ponieważ nigdy nie bałam się pracy, to wiem, że muszę sobie poradzić. 
Nowy rok bloga zaczynam od prościutkiego przepisu. Już kiedyś proponowałam Wam pyszne, francuskie rillettes z gęsi. Dziś zapraszam na nieco oszukane rillettes, w którym wykorzystacie wszelkie pieczone mięsa i wędliny z okresu świąteczno – noworocznego. W tym czasie zawsze mam zwyczaj kupowania wszystkiego w nadmiarze. Od kilku lat Wigilia i święta odbywają się w naszym domu, więc na brak gości nie narzekam, jednak takiej ilości jedzenia, jaką przygotowuję i gromadzę, nawet oni nie są w stanie zjeść. A ponieważ staram się nie wyrzucać żywności, ten przepis na pewno mi w tym pomaga. Takie rillettes możecie przygotowywać nie tylko w okresie noworocznym, sprawdzi się doskonale zawsze wtedy, gdy trzeba zagospodarować nadmiar mięsa i wędliny. Polecam. 

Składniki: 

• kawałki pieczonych mięs, wędlin, mogą być lekko obsuszone 
• ok. 400 g smalcu gęsiego 
• tymianek 
• sól, pieprz 
• 3 ząbki czosnku 

Sposób przygotowania: 

1. Mięsa I wędliny pokroić w sporą kostkę.
2. Na dno naczynia żaroodpornego wyłożyć 2-3 łyżki smalcu.
3. Na warstwie smalcu ułożyć pokrojone mięsa i wędliny.
4. Dodać 3 ząbki czosnku.
5. Wyłożyć pozostałą część smalcu, wymieszać. Dolać ½ szklanki wody. 
6. Naczynie przykryć. Wstawić do piekarnika.
7. Piec w temperaturze 170-180 stopni C przez 2-3 godziny. Podczas pieczenia uważać, aby mięso nadmiernie się nie zrumieniło. Jeśli rumieni się za bardzo, zmniejszyć temperaturę. 
8. Po tym czasie wyjąć naczynie z piekarnika, zdjąć pokrywkę. Dwoma widelcami porozdzielać mięso na mniejsze kawałeczki, włókienka.
9. Wymieszać, doprawić solą (ostrożnie! Wędliny mogą być słone), pieprzem i tymiankiem.
10. Gotowe rillettes przełożyć do słoiczka lub kamionkowego naczynia. Ostudzić, wstawić do lodówki.
11. Podawać na kromce chleba z ulubionymi dodatkami. Świetnie smakuje z kiszonym ogórkiem.
Smacznego.

czwartek, 14 października 2021

Krakersy na zakwasie wg Aleex

Dziś Dzień Komisji Edukacji Narodowej – święto wszystkich nauczycieli i pracowników oświaty. Polska Noblistka, Olga Tokarczuk, powiedziała:
Drodzy Nauczyciele. 
W dniu naszego święta życzę Wam, abyście właśnie takimi nauczycielami byli. Życzę Wam także, aby nasz zawód odzyskał dawną rangę, by nauczyciel był doceniany przez społeczeństwo i aby jego praca była odpowiednio wynagradzana. Bycie nauczycielem to wyjątkowa misja i wielka odpowiedzialność, bowiem ucząc, kształtujemy drugiego człowieka i w dużej mierze od nas zależy, kim ten człowiek może się stać. 
Dziękuję Wam za trud i zaangażowanie w codzienną pracę. Jestem dumna, że razem z Wami mogę wykonywać ten piękny zawód. 

Zbliża się także Międzynarodowy Dzień Chleba. Z tej okazji przygotowałam dla Was nowe przepisy. Ten dzień świętuję systematycznie, ponieważ przynajmniej raz w tygodniu piekę w swojej kuchni chleb. Różne są to chleby: na drożdżach, na zakwasie, mieszam różne rodzaje mąk. Przygodę z pieczeniem chleba zaczęłam na początku pandemii, tuż przed lockdownem w 2020 r. Wtedy nastawiłam swój pierwszy zakwas, o który dbam do tej pory i systematycznie dokarmiam, by stale „był w gotowości”. Przy systematycznym dokarmianiu zakwasu powstają odrzuty. Przez dłuższy czas lądowały one w koszu, ale było to jawne marnotrawstwo. Dlatego szukałam sposobu, by ograniczyć ilość wyrzucanego zakwasu. Odkąd znalazłam przepis na krakersy, niewiele się marnuje. 
Krakersy na zakwasie są bardzo zdrowe. Świetnie sprawdzają się jako przekąska do piwa. Można je jeść z różnymi dipami i pastami – jak nachosy czy chipsy. Przy ich przygotowaniu ogranicza nas wyłącznie nasza wyobraźnia. Możemy dodać do nich przyprawy, za każdym razem zmieniając ich smak. Możemy nawet, dzięki odpowiednim dodatkom, zmieniać ich kolor. Mój przepis to efekt poszukiwań, często metodą prób i błędów. Ostatecznie zainspirował mnie przepis z bloga Bochen chleba. Dopasowałam go do swoich potrzeb i oto mam – domowe krakersy na zakwasie. Bardzo nam smakują. Częstujcie się, proszę. 

Składniki: 

• 200 g zakwasu żytniego 
• 8 czubatych łyżek mąki pszennej 
• oliwa z oliwek lub olej 
• przyprawy wg uznania (ja użyłam słodkiej papryki, czosnku, suszonej cebuli, może być również tymianek, rozmaryn, suszone pomidory, bazylia, zioła prowansalskie, itp.) 
• 100 ml wody 
• sól gruboziarnista 

Sposób przygotowania: 

1. Piekarnik rozgrzać do temperatury 225 stopni C w opcji góra-dół. 
2. Odważyć potrzebną ilość zakwasu pozostałego po odrzuceniu przy dokarmianiu.
3. Dodać mąkę.
4. Wlać 3 łyżki oliwy.
5. Dodać przyprawy (bez soli).
6. Zacząć mieszać aż do połączenia składników. 
Uwaga: jeśli macie płynny zakwas, może nie trzeba będzie dodawać wody; mój zakwas jest „sztywny”, gęsty i mało w nim płynu, dlatego musiałam dodać aż 100 ml wody, aby ciasto dało się wyrobić. 

7. Powoli wlewać wodę, cały czas mieszając. Nie może jej być za dużo, ciasto musi być zwarte.
8. Na stole rozłożyć arkusz papieru do pieczenia. Ciasto podzielić na 2 części.
9. Jedną część ciasta rozwałkować jak najcieniej na placek.
10. Wierzch placka posmarować cienką warstwą oliwy, posypać gruboziarnistą solą.
11. Placek pokroić radełkiem na kawałki.
12. Arkusz papieru z krakersami przenieść na blaszkę. Włożyć na 10-12 minut do nagrzanego piekarnika. Piec na złoty kolor.
13. Po wyjęciu z pieca krakersy wystudzić na kratce.
14. Podawać z piwem, salsą lub jako samodzielną przekąskę.
Smacznego.

niedziela, 9 maja 2021

Domowe sushi wg Aleex

Na temat sushi można napisać cały poemat. Jak wiele dań z innych rejonów świata sushi powstało trochę przez przypadek. Pierwsza pisemna wzmianka o sushi w Japonii pojawiła się w 718 roku, w czasie panowania cesarzowej-władczyni Genshō, w kodeksie praw zwanym Yōrō-ritsuryō, a następnie w zbiorze około tysiąca opowiadań rodzaju setsuwa o tytule Konjaku monogatari (Opowieści z dawnych czasów), napisanych na początku XII wieku. Miejsce powstania i droga tej potrawy od prapoczątków do dziś są różnie objaśniane, ale najczęściej przyjmuje się, że najwcześniejsze formy sushi powstały na polach ryżowych wzdłuż rzeki Mekong w Azji Południowo-Wschodniej. Tamtejsi mieszkańcy umieszczali wypatroszone i oczyszczone ryby słodkowodne w naczyniach wypełnionych gotowanym ryżem, który w wyniku fermentacji stawał się kwaśny i był wyrzucany przed spożyciem ryb. Pozwalało to na dłuższe utrzymanie świeżości ryb bez ich schładzania. Z biegiem wieków koncepcja sushi została spopularyzowana wraz z rozpowszechnianiem się buddyzmu, który nakazywał powstrzymywanie się od spożywania mięsa. Uważa się, że to Japończycy zaczęli sporządzać sushi jako kompletne danie, jedząc sfermentowany ryż razem z konserwowaną rybą, częściowo surową, częściowo sfermentowaną. Ta kombinacja jest znana jako najstarsza forma tej potrawy o nazwie nare-zushi. Sushi zaczęło być znane nie jako sposób konserwowania jedzenia, ale jako prawdziwe danie. Ten nowy proces utrwalał się w okresie Muromachi (1336–1573), a w okresie Azuchi-Momoyama (1573–1603), po raz pierwszy stworzono namanari-sushi (niesfermentowane, niemarynowane w solance nare-zushi. Tradycyjnie sushi spożywa się palcami lub pałeczkami. Do sushi podaje się sos sojowy do maczania, zielony japoński chrzan wasabi o intensywnym smaku oraz marynowany imbir, który spożywa się (w małych ilościach) pomiędzy różnymi rodzajami potrawy dla oczyszczenia kubków smakowych. Do sushi najczęściej zamawia się zieloną herbatę. W zależności od sposobu przygotowywania oraz dodatków wyróżnia sie wiele odmian sushi. Ja próbowałam już chyba większości wersji. Uwielbiam sushi, ale nie sięgam po zestawy, które są dostępne w marketach. Te, moim zdaniem, są bardzo kiepskiej jakości. Najlepsze sushi jest maksymalnie świeże, w dobrych restauracjach przygotowuje się je dopiero wtedy, gdy gość złoży zamówienie. Najlepiej jest, jeśli tworzenie sushi odbywa się na naszych oczach. Pamiętam, że do spróbowania sushi namówiła mnie przyjaciółka. Zanim wzięłam pierwszy kawałek do ust, trochę się obawiałam, że go nie polubię. Nie uspokajały mnie także słowa Agi, która kategorycznie stwierdziła: “Sushi albo się kocha od razu, albo nienawidzi”. No cóż, ja sushi pokochałam na tyle, że umiem już sama zrobić je w domu. Nie jest ono może klasyczne, ale za to pyszne, z takimi dodatkami, jakie lubimy. Jeśli chcecie przygotować to pyszne danie samodzielnie, możecie skorzystać z moich wskazówek. Polecam. 

Składniki: 

• 1-2 opakowania Nori (liści alg morskich) do sushi 
• 300 g surowego łososia do upieczenia 
• 100 g wędzonego łososia 
• biała część pora 
• zielony świeży ogórek 
• sałata karbowana 
• ryż do sushi 
• imbir marynowany różowy lub biały 
• chrzan wasabi 
• sos sojowy 
• 200 g krewetek tygrysich 
• 2 ząbki czosnku 
• serek philadelphia 
• masło 
 • cukier 
• natka pietruszki (kilka gałązek) 
• pasta łososiowa 
• ocet ryżowy 
• sól 

Dodatkowo:
• mata bambusowa do zawijania 

Sposób przygotowania: 

1. Krewetki rozmrozić. Na patelni rozgrzać 1 łyżkę masła. Na tłuszczu zeszklić przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Włożyć krewetki, doprawić solą, dodać natkę pietruszki. Smażyć do lekkiego zrumienienia przez kilka minut. Odsączyć, zostawić w miseczce do ostygnięcia.
2. Porcję świeżego łososia doprawić ulubionymi przyprawami. Na wierzchu rozłożyć kawałeczki masła. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C przez ok. 20 – 25 minut. Po upieczeniu rybę ostudzić i podzielić na mniejsze kawałeczki. Odłożyć.
3. Pora oczyścić, umyć i pokroić na cieniutkie paseczki wzdłuż kawałka.
4. Ogórka obrać, pokroić wzdłuż na paseczki, odłożyć.
5. Sałatę podzielić na liście, umyć, osuszyć, odłożyć.
6. Ryż ugotować według przepisu na opakowaniu. Można do tego celu użyć specjalnego garnka do gotowania ryżu, ale świetnie poradzicie sobie i bez niego.
7. Bez specjalnego garnka ryż najlepiej ugotować tak: namoczyć ryż w zimnej wodzie przez około 15 minut, żeby spłukać nadmiar skrobi. Następnie ryż przepłukać kilka razy i odsączyć. Zalać wodą (proporcje są stałe 1 szklanka ryżu =1 szklanka wody). Przykryć pokrywką, wstawić na duży ogień i pilnować (!), aż się zagotuje. Po zagotowaniu zmniejszyć moc palnika i zostawić na 15 minut pod przykryciem. W tym czasie nie wolno podnosić pokrywki. Po tym czasie nadal nie otwierając garnka, zdjąć ryż z palnika i pozostawić pod przykryciem przez 10 minut. Ryż powinien być idealny. 

8. 1 łyżkę octu ryżowego, 1 łyżeczkę cukru i szczyptę soli zagrzać i mieszać do rozpuszczenia składników. Nie gotować! Taka ilość zalewy wystarcza na 100 g ryżu. Jeśli ryżu jest więcej, ilość zalewy trzeba proporcjonalnie zwiększyć.
9. Gotową zalewę ostudzić. Dodać do ryżu, dokładnie wymieszać i zostawić do całkowitego wystudzenia.
10. Przygotować wszystkie składniki do zrobienia sushi, aby były pod ręką.
11. Na bambusowej macie rozkładamy płaty Nori błyszczącą stroną do maty (składniki nakładamy na matową stronę).
12. Nałożyć porcję ryżu, posmarować go pasta łososiową lub serkiem philadelphia.
13. Na ryżu ułożyć ulubione składniki w dowolnej kombinacji.
14. Brzeg Nori lekko zwilżyć wodą i zwinąć rolkę z pomocą maty bambusowej.
15. Gotowe rolki pokroić na porcje bardzo ostrym nożem.
16. Sushi ułożyć na tacy i podać z sosem sojowym, wasabi oraz marynowanym imbirem.
Smacznego.