.

.

wtorek, 8 września 2015

Zupa kalafiorowa z makaronem wg Aleex



Początek roku szkolnego tym razem jest wyjątkowo trudny. Siedzimy w szkole całymi dniami, wychodzę do domu późnym popołudniem i zabieram ze sobą tony papierów do zrobienia. Nasze szkolnictwo jest tak przeładowane bezsensowną biurokracją, że nie ma kiedy uczyć. To okropne, bo przecież edukowanie młodych ludzi jest, a raczej powinno być, sensem szkolnictwa. W tej całej papierologii gubi się gdzieś młodego człowieka. To takie przysłowiowe wylewanie dziecka z kąpielą. A poza tym wciąż problemy, problemy, problemy, które trzeba rozstrzygać. Te zmagania przypominają wspinaczkę z przeszkodami. Ciężko iść codziennie pod górę, każdego dnia mierzyć się z przeciwnościami i być zdanym tylko na siebie. Ale nie ma na to rady.
Ponieważ długo jestem w pracy, moi chłopcy mogą liczyć wyłącznie na szybkie dania. Tym razem przygotowałam dla nich zupę kalafiorową z makaronem. Prosta, szybka, sycąca. Po prostu pyszna. W sam raz na coraz chłodniejsze dni. Polecam.


Składniki:

• 2 marchewki
• 1 pietruszka z natką
• kawałek selera
• kawałek pora
• ziele angielskie, liść laurowy
• 1 średni kalafior
• 100 g suchego drobnego makaronu
• sól, pieprz
• kość karkowa lub schabowa

Sposób przygotowania:

1. Kość zalać zimną wodą, zagotować, odszumować.
2. Dodać oczyszczony i umyty kawałek pora i seler.


3. Obrać marchewki i pietruszkę, odciąć kawałek pietruszki z natką. Natkę dodać do wywaru. Doprawić solą. Gotować ok. 30 minut.
4. Marchewki i pietruszkę zetrzeć na dużych oczkach tarki. Razem z zielem i liściem laurowym dodać do wywaru. Gotować przez ok. 25 minut.



5. Wyjąć kość karkową i obrać z mięsa. Kawałki mięsa dodać do zupy. Kość wyrzucić.


6. Kalafiora oczyścić, podzielić na małe różyczki.


7. Kalafiora dodać do zupy. Gotować około 20 minut.



8. Do zupy wsypać makaron. Zamieszać. Gotować kolejne 10 minut lub dłużej, do miękkości kalafiora. Przyprawić pieprzem.



9. Zupę podawać gorącą.


Smacznego.

sobota, 5 września 2015

Puszyste ucierane ciasto ze śliwkami wg Aleex



Wróciłam. Przez ponad trzy tygodnie byłam poza domem. Odpoczęłam, podleczyłam się, poznałam wspaniałych ludzi. Te trzy tygodnie potraktowałam jak dar od losu. Przez pierwsze dni samotności nie mogłam się przyzwyczaić, że nikt ode mnie niczego nie chce. Nie dzwonił telefon, który zostawiłam w domu, nie wzięłam ze sobą pracy, miałam czas dla siebie. Dużo spacerowałam, poznawałam nowe miejsca i pochłaniałam książki. Bardzo mi się przydał ten odpoczynek.
Po powrocie wpadłam w wir pracy. Przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego były ciężkie, ale – jak zawsze – 01 września szkolna machina ruszyła.
Mimo wielu obowiązków, znalazłam czas na moją kuchnię. W niej przygotowałam pyszne ciasto, zainspirowana przepisem Dorotus. Poczęstowałam nim moich znajomych, z którymi spotkaliśmy się w ostatni wakacyjny weekend. Ciasto zniknęło błyskawicznie, więc dziś upiekłam je ponownie. Dodałam do niego śliwki, bo idealnie komponują się z początkiem jesieni, która tuż… tuż…
Zostawiam was z tym przepisem na pierwsze wolne wrześniowe dni. Koniecznie go wypróbujcie.


Składniki:

• 2 jajka
• 1 żółtko
• 3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków
• 30 g cukier wanilinowego
• 125 g masła
• 3/4 szklanki mleka
• 1,5 szklanki mąki pszennej
• 1 łyżka mąki ziemniaczanej
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 3 łyżki kaszy manny
• 1 łyżka soku z cytryny – do ciasta
• śliwki, ale mogą być też inne owoce, włączając mrożone
• 2 łyżki cukru pudru o ok. 1 łyżki soku z cytryny na lukier

Ważne! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Sposób przygotowania:

1. Obydwa rodzaje mąki przesiać z proszkiem do pieczenia, odstawić.


2. Miękkie masło utrzeć z cukrem i cukrem wanilinowym na jasną, puszystą masę.


3. Do masy maślanej dodawać jajka, jedno po drugim, następnie żółtko. Po dodaniu każdego składnika dokładnie ucierać.



4. Dodać wcześniej przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, wymieszać delikatnie szpatułką. Dolać mleko, mieszając tylko do chwili, aż składniki się połączą.




5. Wsypać kaszę mannę, sok i wymieszać.



6. Ciasto wyłożyć do tortownicy o średnicy 26 cm, wyłożonej papierem do pieczenia. Na górę poukładać owoce, rozcięciem do góry.



7. Piec około 45 minut w temperaturze 180ºC lub dłużej, do tzw. suchego patyczka.


8. Po upieczeniu przestudzić.


9. Przygotować lukier: cukier puder rozetrzeć z 1 - 2 łyżkami soku z cytryny.




10. Lukrem polać wierzch ciasta.


11. Ciasto podawać z kawą lub herbatą.


Smacznego.

wtorek, 28 lipca 2015

Kąski mięsne z galaretką w słoiku wg Aleex



Za mną cudowny weekend w Lublinie. Nieustająco darzę to miasto sentymentem od wielu, wielu lat. Tam studiowałam, tam studiowała moja córka, tam pracuje i tam mieszka. A dzięki temu ja mogę odbywać podróże sentymentalne – przynajmniej od czasu do czasu. W piątek wybrałam się na zwiedzanie Majdanka. Byłam tam wiele razy z młodzieżą, ostatni raz w kwietniu tego roku. Kiedy jednak wiosną zobaczyłam nową multimedialną ekspozycję, wiedziałam, że muszę tam wrócić, aby obejrzeć ją po swojemu i dokładnie. I tak zrobiłam. Na zewnątrz był straszny upał, ale ubrałam się w cieniutką, letnią sukienkę, zabrałam ze sobą butelkę zimnej wody i wyruszyłam. Zawsze, kiedy patrzę na monumentalny pomnik-bramę, czuję dreszcze. Wygląda ona jak symboliczne wejście do piekieł, jakim niewątpliwie dla tysięcy więźniów był obóz koncentracyjny. Przechodzę obok białego domku i wchodzę do zimnego baraku, w którym mieściły się łaźnie i komory gazowe. W środku panuje chłód, nikogo wokół mnie nie ma. Na ścianach widać niebiesko-zielone wykwity cyklonu B, którym uśmiercano ludzi. Ta cisza i samotność wywołują dodatkowe emocje. Wyjście na zewnątrz jest jak przejście do innego świata. Wciąż nie mogę się nadziwić, jak to możliwe, że ten spokój spowija miejsce, w którym setki tysięcy ludzi maltretowano i zabijano. Mijam Ogród Róż i wchodzę do kolejnych baraków. Oglądam makietę obozu i wtedy słyszę, że ktoś mnie woła… po rosyjsku. Podchodzi do mnie rodzina. Dwójka młodych ludzi z małymi dziećmi i pytają o obóz. Na początku wpadam w lekką panikę. Nie mówiłam po rosyjsku od kilkunastu lat. Wiele słów zapomniałam. Nie znam terminologii obozowej po rosyjsku. Powoli, używając ogólnych słów, opowiadam o najważniejszych wydarzeniach. Pokazuję im na makiecie dom komendanta i poszczególne pola obozowe. Razem wchodzimy do kolejnych baraków. Oglądamy buty i przejmującą ekspozycję Shrine (Świątynia), poświęconą bezimiennym ofiarom nazistowskiego terroru. Rozdzielamy się dopiero w baraku z multimedialną ekspozycją. Tam zostałam przez ponad godzinę. Czytałam fragmenty wspomnień więźniów, słuchałam ich relacji, oglądając filmy, patrzyłam na drobne przedmioty, które przetrwały swoich właścicieli. Wśród rzeczy znajdował się niezwykły różaniec z chleba. Zastanowiłam się – jak ważny musiał być Bóg i jak dużą dawał nadzieję, że więźniowie poświęcili odrobinę chleba, którą otrzymywali, by wykonać ten różaniec. Zwiedzając multimedialną ekspozycję odpoczęłam przed kolejnym etapem wędrówki. Potem obejrzałam baraki mieszkalne, krematorium i rowy egzekucyjne. Siadłam w cieniu Mauzoleum i zadumałam się nad wykutymi w skale słowami: LOS NASZ DLA WAS PRZESTROGĄ. To prawda. Tylko jakie wnioski wyciągnęliśmy z tego, czego doświadczyli nasi przodkowie podczas wojny? Czego nauczyło nas bestialstwo nazistów i cierpienia niewinnych? Dlaczego z taką łatwością dziś sięgamy po broń i epatujemy nienawiścią? Zawsze, za każdym razem kiedy jestem na Majdanku, zadaję sobie te same pytania i nie umiem znaleźć żadnej odpowiedzi. Za każdym razem wychodzę spośród baraków zadumana nad kondycją ludzkości. I za każdym razem idę drogą od Mauzoleum ku bramie, jakbym odbywała własną pokutę. Dlaczego? Bo tak trzeba. Bo jesteśmy to winni tym tysiącom niewinnych ludzi, którzy tutaj cierpieli i zginęli. Bo to część naszej tożsamości. Dlatego za każdym razem, gdy jestem w Lublinie, wracam na Majdanek. Aby niczego nie zapomnieć.
Lublin to nie tylko to wyjątkowe miejsce. To także nowoczesne galerie, cudowna, urokliwa i tętniąca nocnym życiem Starówka: mnóstwo knajpek, ogródków rozedrganych głosami bawiących się i odpoczywających ludzi, koncerty, występy i niezwykła atmosfera. Lublin to świetne miasto do studiowania i coraz lepsze do mieszkania. Cieszę się, że mogę do niego wracać.
Po cudownych trzech dniach wróciłam i zaczęłam przygotowania do kolejnego wyjazdu, tym razem do sanatorium. Na ponad trzy tygodnie muszę zabrać wszystko, tym bardziej, że będę sama. W ferworze pakowania znalazłam chwilę, aby przygotować dla chłopaków coś pysznego - kąski mięsne z galaretką w słoikach. To rodzaj konserwy, którą można wykorzystać na kilka sposobów. Można pokroić mięso w plasterki i położyć na kanapce. Można je dodać do zupy lub makaronu czy sosu. Możne je podgrzać i zjeść z ziemniakami jako pyszny obiad. Kąski mięsne śmiało możecie zabrać ze sobą na urlop nawet wtedy, gdy nie macie dostępu do lodówki. Po odpowiednim pasteryzowaniu nic się z nimi nie stanie. My już je wypróbowaliśmy i jesteśmy jednomyślni w ocenie – są pyszne! Polecam.


Składniki (na 1 kg mięsa):

• 1 kg mięsa surowego (np. karkówka, szynka, łopatka)
• 150 g boczku surowego lub parzonego wędzonego (koniecznie ze skórą!)
• 3 duże ząbki czosnku
• 1 łyżka soli
• 1 łyżeczka przyprawy Delikat Knorr’a do mięs
• pieprz (opcjonalnie)

Ilość można zwiększać.

Sposób przygotowania:

1. Mięso opłukać pod zimną wodą, osuszyć ręcznikiem papierowym i pokroić na większe kawałki.


2. Boczek ze skórą pokroić w plastry. Włożyć z mięsem do miski.


3. Dodać sól, ewentualnie pieprz (ja pominęłam), przyprawę, obrane i pokrojone na kawałki ząbki czosnku. Wymieszać i odstawić pod przykryciem na całą noc do lodówki.



4. Po tym czasie wyrzucić czosnek, mięso wkładać do wyparzonych, gorących słoików: na dno każdego słoika włożyć po 2 plasterki boczku ze skórą, potem mięso i na wierzch ponownie plasterek boczku. Skóra jest niezbędna, aby galaretka, która pojawi się w słoiku, po ostygnięciu stężała.




5. Dno garnka wyłożyć ściereczką, wlać ciepłą wodę i wstawić mocno zakręcone słoiki. Woda powinna sięgać prawie do końca słoika. Z podanych składników wyszło mi 5 małych słoiczków kąsków.


6. Gotować na małym ogniu 3 godziny. Zostawić w wodzie do przestygnięcia.
7. Słoiki wyjąć i zostawić na desce do czasu, aż będą chłodne, wówczas schować je do lodówki.



Smacznego.

Uwaga: Jeśli chcemy zabrać mięso ze sobą w podróż, a nie mamy lodówki, trzeba przygotować je wcześniej i gotować w następujący sposób:
- 1 dzień – 3 godziny; ostudzić;
- 2 dzień – 2 godziny; ostudzić;
- 3 dzień – 1,5 godziny; ostudzić i gotowe.

Przepis pochodzi ze zbiorów megii013 i został przeze mnie zmodyfikowany.

Tym wpisem żegnam się z Wami na okres wakacji. Wrócę pod koniec sierpnia. Miłego i bezpiecznego wypoczynku Wam życzę.
Do zobaczenia. Aleex.