.

.

czwartek, 17 stycznia 2019

Makaron ze szpinakiem i boczkiem wg Aleex


Kiedy w niedzielę włączyłam telewizor, wszędzie widziałam rozentuzjazmowanych ludzi z puszkami i serduszkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Euforia i radość zdominowały wszystko: występy, licytacje, rozmowy, spontaniczne dzielenie się dobrem iI pieniędzmi w szczytnym celu – dla polskich dzieci i polskich szpitali. Jurek Owsiak, dyrygent Orkiestry, zawsze wywoływał skrajne emocje. Nie wszyscy za nim przepadali, ale jedno jest bezdyskusyjne. Zrobił tyle, jak nikt inny. Kiedy ponad 20 lat temu urodził się mój Młody, na szpitalnych łóżkach, łóżeczkach i sprzęcie widniały czerwone, orkiestrowe serduszka. Dzięki Owsiakowi polskie dzieci zyskały szansę – na normalne, godziwe warunki podczas pobytu w szpitalu, na zdrowie, a przede wszystkim na życie.
Każdy finał Orkiestry kończy “światełko do nieba”- symboliczna feeria barw, jasności, którym towarzyszy radość z dobrze spełnionego obowiązku. W tym roku podczas “światełka” w Gdańsku wydarzyła się tragedia. Była ona tak zaskakująca, niewyobrażalna i straszna, że cała Polska wstrzymała oddech. O ataku na prezydenta Pawła Adamowicza usłyszałam późno w nocy. Nie mogłam uwierzyć w te informacje, które pojawiały się na ekranie. Nie docierały do mnie słowa dziennikarzy. Miałam nadzieję, że mimo poważnych obrażeń, Adamowicz przeżyje i wróci do zdrowia. Ta nadzieja zgasła w poniedziałek, wraz z wiadomością o śmierci prezydenta. Trudno wyrazić to, co czuję. Nie rozumiem tego, co się stało. Wprawdzie gdańszczanie przepięknie zdają egzamin z człowieczeństwa, ale przepiękne, wzruszające pożegnanie Adamowicza, symboliczne gesty i ściskające za gardło słowa nie kończą ogólnonarodowej dyskusji. Przychodzi mi do głowy jedno pytanie: co się z nami stało? Nie wiem, kim się staliśmy, skąd w nas tyle jadu i nienawiści. Nie godzę się na to! Nie toleruję agresji, pogardy i lekceważenia drugiego człowieka. Nie daję swojej zgody na hejt i brak szacunku. Nienawiść prowokuje nienawiść, nakręca spiralę, którą trudno zatrzymać. Chcę wierzyć, że jeszcze dla nas, Polaków, nie jest za późno. Chcę wierzyć, że przetrzemy oczy, obudzimy się z letargu, że dobro zwycięży. Chcę nadal z przekonaniem powtarzać za Bułhakowem, że na świecie nie ma złych ludzi.
Przez cały tydzień wieczorami włączam telewizor i przyglądam się ludziom na gdańskich ulicach. Wychodzą, by oddać cześć swojemu prezydentowi – Pawłowi Adamowiczowi, by uczcić jego pamięć. Chcę wierzyć, że ta solidarność wobec zbyt wczesnej, okrutnej i bezsensownej śmierci nie zostanie zmarnowana.
Mimo tragedii życie toczy się dalej. Wciąż pracujemy, kochamy, smucimy się i śmiejemy, jemy i śpimy. Żyjemy. A ponieważ nasze życie w obecnych czasach to ciągły pęd, proponuję Wam proste, szybkie danie, które możecie przygotować w ciągu kilkunastu minut. Ja sięgam najczęściej po makaron, gdy zostaję sama w domu i nie chce mi się spędzać popołudnia przy garnkach. Uwielbiam takie proste połączenie składników. Smakuje rewelacyjnie. Zresztą sami spróbujcie. Polecam.

Składniki:


• 250 g makaronu, najlepiej świeżego
• 200 g szpinaku, może być mrożony
• 1-2 szalotki
• 1-2 ząbki czosnku
• olej
• sól, pieprz
• 100 ml śmietanki 30%
• 100 g wędzonego boczku

Sposób przygotowania:

1. Ugotować makaron w osolonej wodzie. Może być al dente lub całkiem miękki, jak lubimy.


2. Na patelni zrumienić boczek. Odsączyć go na papierowym ręczniku.



3. Szalotkę pokroić w drobną kosteczkę.


4. W czasie gotowania się makaronu, rozgrzać na patelni olej. Zeszklić szalotkę, dodać szpinak, może być mrożony, podsmażyć.


5. Do szpinaku dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Podsmażyć.


6. Podgrzewać, aż odparuje
7. Do szpinaku dodać boczek, wymieszać.


8. Na patelnię dolewać śmietankę. Powinno jej być tyle, by sos osiągnął oczekiwaną przez nas gęstość. Doprawić solą i pieprzem.



9. Makaron odcedzić.


10. Ponownie przełożyć go do garnka.


11. Sos wlać do makaronu, wymieszać.


12. Podawać od razu po ugotowaniu.


Smacznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz