.

.

piątek, 11 listopada 2016

Pyszny sos z kurczaka wg Aleex


Nie wiecie, co przygotować z piersi kurczaka, a tradycyjnych kotletów macie już dość? Ten przepis jest dla Was. Wymyśliłam go sama, kiedy kilka (a może nawet kilkanaście) lat temu moje dzieci zbuntowały się przeciwko kotletom, a pieczonego kurczaka też nie chciały. Przyznaję, opadły mi wówczas ręce. Nie wiedziałam, co im zrobić na obiad, a one domagały się sosu. Najlepiej z kurczaka. Pomyślałam - dlaczego nie? No i zaczęłam gotować. Okazało się, że wyszło z tego pyszne danie, które świetnie smakuje z ryżem lub ziemniakami, ale także z kromką świeżego pieczywa. Cały sekret oryginalnego smaku tkwi w przyprawach. Nie zmieniajcie ich pod żadnym pozorem. Spróbujcie, jestem pewna, że będziecie zadowoleni.

Składniki:

• 2 piersi z kurczaka
• cebula
• Delikat do mięs Knorr’a (czerwony)
• maggi
• papryka czerwona
• mąka
• oliwa

Sposób przygotowania:

1. Piersi z kurczaka opłukać, pokroić w dużą kostkę. Zrumienić na oliwie, dodać pokrojoną w kostkę cebulę.




2. Przełożyć do garnka, zalać wodą. Dodać paprykę, dość dużo przyprawy Knorr’a (ok. 2 łyżek), maggi. Gotować około 30 minut. Sos lekko zagęścić (mąką lub podsmażoną czerwoną papryką).


3. Podawać z ziemniakami (najlepiej opieczonymi) lub ryżem i surówką. Smakuje wyśmienicie.


Smacznego.

piątek, 4 listopada 2016

Teraz pierniki!


Uwaga, uwaga, uwaga! Nadszedł czas na przygotowanie ciasta na piernik staropolski według Aleex. Jeśli robicie go ze mną co roku, wiecie, że warto. Jeśli jeszcze nie piekliście wspólnie ze mną tego piernikowego cuda, zapraszam do „piernikowania”. Dokładna instrukcja „krok po kroku” znajduje się tutaj. To co? Zaczynamy?

wtorek, 1 listopada 2016

Wspominki VII


Kolejny listopad znów wkracza w nasze życie. Dziś nie ma śladu słońca. Z ołowianych chmur spadają na ziemię strugi deszczu. Jakby niebo zalewało się łzami po stracie kogoś bliskiego. Dziś znów wzywają nas cmentarze. Kamienne groby, spowite mgłą deszczu, stoją wystrojone w oczekiwaniu na nasze przyjście. Różnobarwne chryzantemy, migoczące płomienie zniczy, barwne lampki – to wszystko przynosimy ze sobą w darze naszym zmarłym. Bo oni czekają. Jesteśmy im potrzebni: nasza obecność, modlitwa, zaduma I łzy. Są wymagający, a my zawsze staramy się sprostać tym wymaganiom. Milcząco, ale uporczywie przypominają o swojej nieobecności. A my pamiętamy, choć czasami pamięć sprawia nam ból. Pamiętamy ich wciąż żywych, uśmiechniętych I tęsknimy. Stojąc nad grobami pamiętamy o ich życzliwości, o cierpieniu, które im towarzyszyło. Nasz smutek spływa z kącika oka po policzku aż do serca. Oddając hołd naszym bliskim, zastanawiam się, kto przyjdzie kiedyś na mój grób? Czy będę na niego czekać? A może powiem…

Nie stój nad mym grobem i nie roń łez.
Nie ma mnie tam; nie zasnęłam też.

Jestem tysiącem wiatrów dmących.
Jestem diamentowym błyskiem na śniegu lśniącym.
Jestem na skoszonym zbożu światłem promiennym.
Jestem przyjemnym deszczem jesiennym.

Kiedy tyś w porannej ciszy zbudzony,
Jestem ruchem - szybkim, wznoszonym,
Ptaków cichych w locie krążących.
Jestem łagodnym gwiazd blaskiem nocnym.

Nie stój nad mym grobem i nie roń łez.
Nie ma mnie tam; nie zasnęłam też.
Nie stój nad mym grobem i nie płacz na darmo.
Nie ma mnie tam. Ja nie umarłam ....



Źródło zdjęcia i wiersz: Internet