.

.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Sankt Petersburg wg Aleex – część II



Czwartek. O świcie budzą nas promienie słońca natarczywie wpadające do pokoju. Odsłaniam firankę, wychodzę na balkon. Pod stopami tętni miasto, które nigdy nie zasypia. Zachwyca mnie od pierwszej chwili. Wstajemy. Jemy śniadanie i ruszamy. Oprócz pana Jarka, towarzyszy nam cudowny przewodnik – pan Anatol, petersburżanin.

Docieramy na nadbrzeże Newy, przy którym stoi krążownik Aurora. Przycumowany do brzegu rzeki służy obecnie za muzeum. To właśnie z Aurory 10. października 1917 roku wystrzelono w stronę Pałacu Zimowego ślepy strzał, który był sygnałem do rozpoczęcia rewolucji. Okręt jest nieco dotknięty zębem czasu, nie lśni nowością, ale robi naprawdę duże wrażenie. Na nadbrzeżu stragany, zresztą pojawiają się one co chwila. Oglądamy Aurorę, robimy zdjęcia i… w drogę.



Przed nami Twierdza Pietropawłowska. Prowadzą do niej dwie bramy: Piotrowska i Newska. W twierdzy, do czasów rewolucji październikowej, trzymano więźniów politycznych. Byli wśród nich m.in.: dekabryści, Dostojewski, Gorki, Trocki, a także Julian Ursyn Niemcewicz, Tadeusz Kościuszko i brat Lenina.







Ta najstarsza budowla w mieście składa się m.in. z Soboru św. Piotra i Pawła – przepięknej cerkwi, która jest symbolem twierdzy, carskiej władzy i samego miasta. Sobór jest zakończony 122-metrową iglicą, widoczną z bardzo daleka. Wnętrze świątyni przytłacza przepychem i barokowymi złoceniami.







W białych marmurowych sarkofagach spoczywają rosyjscy carowie (od czasów Piotra I) i ich rodziny. Cerkiew odkrywa przed nami jeszcze jedną tajemnicę: w małej bocznej nawie stworzono mauzoleum rodziny ostatniego cara, Mikołaja II Romanowa. W niewielkim sarkofagu zostały złożone szczątki brutalnie zamordowanego władcy, jego żony, syna i czterech córek.


Oprócz przepięknego soboru obejrzeliśmy także Dom Komendanta, Mennicę, w której nadal bije się pieniądze, kazamaty, Arsenał, pomnik Piotra I. Byłam zachwycona, nawet remont części elewacji soboru zupełnie mi nie przeszkadzał.




Opuszczamy Twierdzę. Przed nami samo piękno. Docieramy na Pole Marsowe. To duży plac oraz park położony w centrum Petersburga, o powierzchni prawie 9 ha. Nazwa tego niesamowitego miejsca pochodzi od rzymskiego boga wojny - Marsa. Przez wiele lat Pole było wykorzystywane do przeprowadzania ćwiczeń i parad wojskowych. Pod koniec XVIII w. na placu ustawiono monumenty upamiętniające wielkich wodzów armii rosyjskiej – pomnik Piotra Rumiancewa oraz pomnik Aleksandra Suworowa, który został przedstawiony jako bóg wojny Mars, co miało ścisły związek z powszechnym użyciem nazwy dla tego miejsca. O tej porze roku Pole Marsowe tonie w bzach. Oprócz tablic upamiętniających bohaterów Rosji w centralnym miejscu Pola płonie wieczny ogień.



W tle znajduje się budynek dawnej Lejbgwardii, czyli Koszary słynnego pułku Pawłowskiego. Żółty, klasycystyczny gmach robi naprawdę duże wrażenie.



Tuż obok góruje bajkowa, niezwykła budowla – to malownicza cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego (Spas-na-Krowi). Aby ją obejrzeć, idziemy wzdłuż urokliwego kanału Gribojedowa.


Wreszcie jesteśmy. Pan Jarek opowiada nam, że świątynię zbudowano w miejscu, gdzie zabito cara Aleksandra II. W środku zachowany jest fragment bruku, na którym w 1881 r. władca stracił życie. Bajkowy wygląd cerkiew zawdzięcza kamieniom dekoracyjnym użytym do budowy. Było ich 20 rodzajów m.in.: jaspis, rodnit, porfir, włoski marmur. Wnętrze soboru zdobią misternie wykonane mozaiki. Zachwycamy się wszystkim – mamy wrażenie, jakbyśmy przenieśli się do innego świata.


A obok cerkwi, po drugiej stronie ulicy, bazar z pamiątkami i wspaniałe, urokliwe kanały, po których pływają stateczki wypełnione turystami.



Ruszamy dalej. Wkrótce docieramy do konnego pomnika Piotra I dłuta Etienne Falconeta, który znajduje się na Placu Dekabrystów. Pomnik Piotra I ufundowała w 1782 r. caryca Katarzyna II, żona Piotra III. Po objęciu władzy postanowiła wznieść pomnik na cześć słynnego cara Rosji Piotra I Wielkiego. Nakazała wówczas, by na nim znalazła się inskrypcja w języku łacińskim: "Petro Primo Catharina Secunda MDCCLXXXII" i rosyjskim:"Петру перьвому Екатерина вторая, лѣта 1782", obie inskrypcje są potwierdzeniem słuszności jej panowania i zapewnienie sobie miejsca w "szeregach" wielkich władców Rosji. Jeździec Miedziany wywiera na nas ogromne wrażenie. Z granitowej skały, nazywanej Kamieniem Grzmotu, wzbija się w niebo.


Według legendy pochodzącej z XIX wieku, panuje przekonanie, iż dopóki pomnik Jeźdźca Miedzianego będzie stał w centrum Sankt Petersburga, siły wroga nigdy nie zdołają zdobyć miasta. W czasie trwającego blisko 900 dni oblężenia Leningradu podczas II wojny światowej, pomnik nie został zdemontowany, lecz przykryty workami z piaskiem i zabudowany konstrukcją drewnianą, mającą chronić go przed niemieckimi nalotami bombowymi. Ochrona pomnika poskutkowała i przez cały okres oblężenia miasta Jeździec Miedziany pozostał praktycznie nietknięty, a miasto nie zostało zdobyte.

Kolejny przystanek na naszej trasie to sobór św. Izaaka, będący niegdyś głównym kościołem Petersburga i największym w Rosji. Wyobraźcie sobie, że jego budowa trwała około 40 lat! Katedra jest ogromna i robi niesamowite wrażenie. Pod złotą kopułą kryje się bogate wnętrze udostępnione do zwiedzania jako muzeum. Powszechny zachwyt budzą kolumny z malachitu, granitu mozaikowe ikony i zdobione półszlachetnymi kamieniami ściany. Z galerii widokowej pod kopułą roztacza się najpiękniejsza panorama miasta. Na zgromadzone tutaj cuda patrzyliśmy z zapartym tchem.





Wewnątrz soboru przepiękne, przyciągające wzrok pamiątki - jajka Faberge. Cudowne i dość drogie.



Przepełnieni wrażeniami ruszamy w stronę bulwaru pałacowego. Tam wkraczamy do Pałacu Zimowego. Przed nami odsłania swoje skarby Ermitaż. Jak stwierdził pan Anatol, w tym niezwykłym muzeum można by spędzić 3 lata: przez rok badać piękno podłóg, przez kolejny zajmować się ścianami, zaś trzeci poświęcić na sufity. Może by wystarczyło. Nie sposób opisać zachwycającej architektury pałacu, ale dech zapierały przede wszystkim obrazy. Na ścianach wisiały ORYGINALNE dzieła Tycjana, Rubensa, Picassa, Moneta i… chyba wszystkich pozostałych światowych mistrzów pędzla. NIE-SA-MO-WI-TE!!!





Wydawało się, że widzieliśmy już wszystko, co najpiękniejsze. Nic bardziej mylnego. Pan Anatol przygotował dla nas niespodziankę – odwiedziliśmy Ogród Letni, wykorzystując ostatni dzień przed wprowadzeniem płatnych wejściówek.


Ogród położony jest pomiędzy rzekami Mojką a Fontanką oraz Kanałem Łabędzim. W ogrodzie odbywały się przyjęcia, bale oraz pokazy fajerwerków. Szczególnie hucznie obchodzono imieniny cara i rocznice zwycięstwa pod Połtawą. Za panowania Piotra I ogrody pozostawały zamknięte dla mieszkańców miasta. Cesarzowa Elżbieta I zdecydowała, że park może być udostępniany przyzwoicie ubranym zwiedzającym podczas jej nieobecności w stolicy. Dziś jest przepięknym miejscem, które tworzą regularnie rozmieszczone alejki ozdobione posągami, fontannami i urokliwymi zaułkami.





Wieczorem, wciąż podekscytowani tym, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy, wróciliśmy do pensjonatu. Po obiadokolacji kilka wspólnych chwil, które upłynęły na żartach i …oczekiwaniu na nocny rejs. Tuż przed północą wyruszyliśmy na nadbrzeże Newy. Tam wsiedliśmy na statek, aby podziwiać otwieranie mostów. W Sankt Petersburgu jest ich ponad 500, a w samym centrum miasta aż 315. Statki wycieczkowe wyruszają o godzinie 1.00. Na jednym z nich płynęliśmy my. Przed drugą dopłynęliśmy do pierwszego z kilku mostów na trasie. Oczekiwanie trwało dość długo, wiele statków i motorówek krążyło wokół. Wreszcie most otworzył się. Popłynęliśmy do kolejnego, który także zaczął się podnosić, a po nim następny, następny, następny. Widok jest niezapomniany, ponieważ mosty są podświetlone. Równie efektownie wygląda wówczas miasto – Ermitaż, Twierdza Piertopawłowska, kamienice – wszystko to zapiera dech w piersiach.






Do pensjonatu wróciliśmy po trzeciej. Czekały na nas wygodne łóżka i krótki sen. Nocą odtwarzałam w myślach odwiedzone miejsca – Pole Marsowe, Ogród Letni, Koszary pułku Pawłowskiego, sobór Izaaka, Newa – to miejsca, w których żyli, spotykali się i kochali bohaterowie mojego ukochanego „Jeźdźca Miedzianego”. To wszystko było niesamowite. A jutro (a raczej za kilka godzin) czekały na nas kolejne atrakcje Sankt Petersburga - Wenecji Północy…


Źródło zdjęć: zbiory własne i internet

7 komentarzy:

  1. Sankt Petersburg jest przepięknym miastem. Bardzo Ci zazdroszczę, że możesz te wszystkie cuda oglądać na własne oczy. Może i mi będzie kiedyś to dane :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Aleex! Wspaniale opisujesz tę wycieczkę. Moja 15-letnia córka marzy o zwiedzeniu Sankt Petersburga, Moskwy. Całe życie przed nią, więc pewnie zrealizuje to marzenie. Tobie aż zazdroszczę, piękne miejsce i wspomnienia do końca życia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiekny,zazdroszcze i pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Aleex czekam z ogromną niecierplowością na kolejny odcinek Twojej relacji z wycieczki z przepięknego miasta. Opisujesz tak pięknie aż mam wrażenie że byłam tam z Tobą. Też mi się marzy wycieczka do Sankt Petersburga /może w przyszłym roku się uda/. A "Miedziany jeździec" to także moja ulubiona książka. Pozdrawiam serdecznie. Grażka

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za przypomnienie najciekawszych miejsc Petersburga.Ponad 30 lat temu spędziłam tam miesiąc na praktyce studenckiej. Bajkowe miasto, no i Ermitaż, po zwiedzeniu którego, już żadne inne muzeum nie było w stanie mnie zachwycić.
    Pozdrawiam Marysia

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja czekam jeszcze na opisy tego co tam jadłaś... "kobieta"

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje marzenie:)I jeszcze Moskwa i Lwów i Odessa:)

    OdpowiedzUsuń