.

.

sobota, 16 stycznia 2016

Pasztet na święta wg Ann Ma Rie


Dziś zapraszam na kolejny nagrodzony przepis. II miejsce w konkursie zajął pasztet na święta wg receptury Ann Ma Rie, która napisała:

Z okazji urodzin Twojego bloga życzę Ci 100 lat blogowania :-) oraz wspaniałych inspiracji kulinarnych, puszczaj wodze kulinarnej fantazji, wprowadzaj je w życie i dziel się z nami na blogu :-)
Ja tymczasem zgłaszam się do konkursu urodzinowego. Miałam chęć wystartować z ciachem mojego Taty, które zawsze razem przygotowujemy na święta i wszelkie ważniejsze uroczystości, zwłaszcza że to rodzinna receptura, niestety na przeszkodzie stanął brak zdjęcia :-( Miałam co prawda pomysł by sfotografować pusty talerzyk z komentarzem, że ciasto znika w okamgnieniu (co zresztą jest prawdą) - tak szybko, że „modelowy kawałek” nie doczekał nawet sesji zdjęciowej... Ale przecież nie każdy musi się poznać na moim poczuciu humoru, prawda? Przy najbliższej okazji muszę zrobić zdjęcie, żeby było na zaś... :-) W konkursie wystartować miałam ochotę i chwilę dumałam nad przepisem konkursowym, zastanawiając się jakie jeszcze inne danie "must be" na każde święta (lubię wszelkie nowości i eksperymenty kulinarne, więc rzadko powtarzam przepisy, a ponieważ w moim rodzinnym domu, gdzie zawsze spędzam święta, to ja odpowiadam za wszelkie świąteczne słodkości, szukając pomysłuna przepis konkursowy, moje myśli krążyły głównie wokół ciast).
Jak wiadomo proces myślowy pochłania dużo energii, a ja myślałam taaak intensywnie nad nowym przepisem konkursowym, że spaliłam całe mnóstwo kalorii i głód wkrótce powiódł mnie do lodówki. Otwieram drzwiczki i EUREKA! Została jeszcze odrobina świątecznego pasztetu ;-) No tak! przecież ja nie wyobrażam sobie świąt bez domowego pasztetu! Nie jestem fanką wędlin, zwłaszcza tych kupnych, ale te domowe, dobrze przyprawione są dla mnie synonimem świąt. A pasztet to już w ogóle! Ze względu na żmudny proces przygotowywania tej potrawy (głównie mielenie jest uciążliwe, wiem bo mieliłam w tym roku wszystko dzielnie i samodzielnie, a robiliśmy z podwójnej porcji) pasztety robi się u mnie w domu tylko dwa razy do roku - na Boże Narodzenie i Wielkanoc (zazwyczaj przygotowuje je mój tata, przy ewentualnej mojej asyście). Domowy pasztet zapamiętałam jako świąteczny smak z dzieciństwa, gdy przygotowywał go jeszcze mój dziadzio -tata taty. Uwielbiałam go jeść samego, bez chleba - po prostu gruby plaster pasztetu posmarowany ostrym, domowym chrzanem (również produkcji dziadzia). Mmmmm! Tak jadam go do dziś i zawsze powtarzam, że jeśli jest na święta pasztet to inne wędliny mogą nie istnieć, a jak nie ma pasztetu... to co to za święta? ;-)
Jak wspomniałam pasztety przygotowujemy dwa razy do roku, za to jak już się "bawimy" w ich pieczenie, to zazwyczaj w ilości hurtowej (w końcu zawsze znajdzie się ktoś z bliższej lub dalszej rodziny kto świąteczny pasztet lubi, ale akurat na dane święta nie robił i chętnie zostałby obdarowany naszym ;-) ). Ponadto my sami dość skutecznie degustujemy te nasze pasztety, jeszcze przed świętami (obie z mamą uwielbiamy takie świeże, dopiero co wyciągnięte z piekarnika, jeszcze ciepłe). Oczywiście składników na pasztet nie odmierzamy co do dekagrama, jak w aptece, robimy je na oko, mniej więcej zachowując proporcje między poszczególnymi składnikami.
Zatem podaję przepis na niezły pasztet - wbrew znaczeniu tego frazeologizmu - pasztet wychodzi naprawdę wyśmienity. Tajemnica delikatności tego pasztetu tkwi w dodaniu warzyw i bulionu, dzięki którym pasztet nie jest suchy i ma rewelacyjną konsystencję (kiedyś tata dodawał do pasztetu namoczoną bułkę, ale odkąd wprowadziliśmy wyżej wymienione - moje ;-) modyfikacje - pasztet przygotowujemy tylko w ten sposób). Obowiązkowo tata dodaje także mielony korzeń lubczyku. Dla urozmaicenia pasztetów zazwyczaj kilku foremek dajemy jakieś dodatki, np. suszone pomidory albo wędzoną śliwkę lub żurawinę.


Składniki:

• 1 kg chudej wołowiny
• 1 kg mięsa z udźca indyka
• 25 dag wątróbek drobiowych
• 40 dag surowego podgardla
• 8-9jajek (w zależności od wielkości)
• 2 marchewki
• 2 pietruszki
• pół niedużego selera
• kilka kapeluszy suszonych grzybków (ok.4 szt, najlepiej prawdziwków)
• przyprawy: liście laurowe, ziele angielskie, pieprz mielony i ziarnisty, sól, mielony korzeń lubczyku
• odrobina oleju do podsmażenia wątróbek

Sposób przygotowywania:

1. Do dużego garnka wlewamy wodę, wkładamy wołowinę i przyprawy: liście laurowe, ziele angielskie, ziarna pieprzu kolorowego i sól. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 45 min., po tym czasie dokładamy mięso z indyka (gotuje się szybciej niż wołowina).
2. Gdy mięsa zaczynają być miękkie i na ok. 30 min. przed końcem gotowania wrzucamy warzywa i grzybki (grzybki można też odgotować oddzielnie).W oddzielnym garnku gotujemy podgardle (aż będzie miękkie), a na patelni podsmażamy wątróbkę.
3. Mięsa, warzywa i grzybki odcedzamy, studzimy, a następnie mielimy 3-krotnie. Dobrze jest mielić mięsa naprzemiennie – tzn. wołowinę, indyka i wątróbki na zmianę z podgardlem, w międzyczasie mieląc też warzywa. Do masy dodajemy ok. 2,5 - 3 szklanki bulionu (pozostałego z ugotowania warzyw, wołowiny i indyka), mieszamy, przyprawiamy świeżo mielonym pieprzem kolorowym, tartym korzeniem lubczyku i solą (my dodajemy jajka na samym końcu, masę można było spróbować i ewentualnie doprawić wg smaku).
4. Na końcu dodajemy jajka i dokładnie mieszamy. Przekładamy do aluminiowych foremek wkładamy do piekarnika i nastawiamy temp. na ok.150-160stopni. Pieczmy ok 45 – 50 minut od momentu, gdy piekarnik osiągnie ustawioną temperaturę (czas pieczenia zależy od wielkości foremek, w jakich pieczemy pasztety – my używamy foremek średniej wielkości, jeśli używa się małych foremek – czas należy nieco skrócić).


Polecam!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza